Wartość, użytkownik, badania, user design. Brzmi znajomo? To podstawowe wyrazy w słowniku product managera. Ale czy wiecie, że już ponad sto lat temu budowano produkty w oparciu o badania użytkowników – iteracyjnie, tak, aby przynosiły wartość? Oczywiście nie w dziedzinie IT, ale za to na naszym polskim gruncie.

Kiedy 8 lat temu (ale ten czas leci!) zaczynałam pracę jako product manager wydawało mi się, że wszystko, co robię, budując produkty przynosi wartość: mój zespół pracował iteracyjnie – w scrumie, historyjki były odpowiednio ustawione w backlogu (od A do Z), a co sprint skończona była kolejna ich partia. Każda iteracja kończyła się „demowaniem dowiezionych” historyjek. Co release wypuszczaliśmy kod na produkcję. Wszystko szło ‘jak po maśle’. Jednak coś wydawało mi się nie tak. I tu pojawiło się podstawowe pytanie product managera: DLACZEGO?

Jeśli co 4 tygodnie (co release) promujemy kod na produkcję, to dlaczego jest on nieaktywny, „uśpiony” do momentu, aż skończona będzie całość backlogu? Dlaczego pokazujemy co sprint historyjki i cieszymy się, że zostały skończone, skoro nie mają one na produkcji żadnej wartości w momencie releasu? Co jest w tym podejściu nie tak?

Te pytania nurtowały mnie przez jakiś czas, aż do dnia, kiedy podczas porządkowania biblioteczki, natrafiłam na mój stary sfatygowany „Elementarz” Falskiego – książkę, z której czytać i pisać uczyło się niejedno pokolenie. Jakież było moje zdziwienie, kiedy odkryłam, że sto lat temu, gdy na świecie nie było ani Erica Ries’a ani twórców Agile Manifesto, a pojęcia lean startup, product management, software czy waterfall były ludziom zupełnie obce, Marian Falski, Polak z krwi i kości, już wiedział, jak ważne jest dostarczanie wartości do użytkownika – iteracyjnie i inkrementalnie. 🙂

Obserwacja użytkowników

Marian Falski, z wykształcenia inżynier, doświadczenie pedagogiczne zdobywał opiekując się przez dwa lata synem swoich znajomych. Pracując z chłopcem zauważył pewne prawidłowości w rozwoju umiejętności dziecka w zakresie czytania i pisania. Falski zrozumiał, że nauka czytania, to nie jest poznawanie liter ale jest to rozumienie sensu ukrytego w zdaniach złożonych z krótkich wyrazów. Obserwacje swoje wykorzystał pisząc „Elementarz”.

Pierwsze wydanie książki ukazało się w 1910 roku pod tytułem „Nauka czytania i pisania”. W tej wersji autor zastosował metodę całościowego rozpoznawania wyrazów. Przez kolejne 10 lat prowadził badania z dziećmi, a rezultaty pokazały, że metoda, którą obrał nie przynosi pożądanych wartości dydaktycznych. Dlatego też w następnym wydaniu książki pod tytułem „Elementarz powiastkowy dla dzieci” (1921), autor zrezygnował z metody całościowego rozpoznawania wyrazów na rzecz ich analizy i syntezy.

Falski podszedł do opracowania elementarza iteracyjnie: każdy rozdział uczył dzieci jednej lub dwóch liter, ale nie w kolejności w jakiej występują one w alfabecie, za to tak, aby kolejne rozdziały przynosiły wartość i dziecko było w stanie uczyć się prostych zdań a litery poznawało poprzez analizę wyrazów.

Przeglądając „Elementarz” zrozumiałam, że dostarczanie historyjek w kolejnych sprintach ma sens tylko wtedy, jeśli każdy sprint przynosi jakąś wartość.

Wartość

Moje ówczesne podejście polegało na stworzeniu backlogu historyjek ustawionych zgodnie z priorytetami i dostarczeniu go krok po kroku na produkcję.

Jeśli przyjmiemy, że backlogiem było ABECADŁO to mój agilowo-scrum’owy zespół w tradycyjny, sekwencyjny (sequential), liniowy (linear) sposób dostarczał w sprintach kolejne litery (historyjki), zgodnie z priorytetami od „A” począwszy, a na „Z,Ź,Ż” skończywszy. Coś Wam to przypomina? 🙂

Wydawało się, że jesteśmy agile. Cieszyło nas dostarczenie „A” i „Ą” w jednym sprincie, „B” w drugim, „C” i „Ć” w kolejnym. Zamykaliśmy historyjkę za historyjką, pięknie opisaną, kompletną, przetestowaną. Gdy w „Ć” zabrakło kreseczki, skupialiśmy się na „dorobieniu” jej, a reszta Abecadłowego backlogu czekała w kolejce. Niestety, po kilku sprintach użytkownik mając do dyspozycji litery „A,Ą,B,C,Ć” nie mógł napisać zbyt wielu słów.

Marian Falski swoim „Elementarzem” uświadomił mi, że budowanie produktu, który ma wyjść naprzeciw potrzebom użytkownika, to nie znaczy iteracyjne dostarczenie co sprint historyjek od A do Z – dokładnie w tej kolejności. Zrozumiałam, że każdy sprint ma mieć cel, a tym celem nie jest „dowożenie” kompletnych i przetestowanych pojedynczych historyjek, tym celem jest dostarczenie konkretnej wartości dla użytkownika.

Inkrementalna iteracyjność 🙂

Celem Falskiego było nauczenie dzieci pisania i czytania, dlatego zamiast tradycyjnej nauki abecadła od A do Z, wybrał metodę, pozwalającą uczniom, poznać litery, które będą tworzyć krótkie wyrazy, a te – zdania.

Zaczął więc od „A” i „S”. Po pierwszym rozdziale elementarza (pierwszym sprincie :)) dziecko znało dwie literki i potrafiło napisać i przeczytać wyraz: As.

W drugim „sprincie” wprowadził „L”, a więc można było napisać i przeczytać więcej wyrazów:

Wprowadzona w trzecim „sprincie” litera „I” pozwoliła na stworzenie pierwszych zdań:

„Elementarz” opracowany został na podstawie metody analityczno-wyrazowej, która zakładała, że dziecko najpierw powinno objąć wzrokiem cały wyraz, pomijając dzielenie go na sylaby. Dopiero, gdy dziecko opatrzy się z wyrazami, dochodzi do tego, że są one złożone z głosek i liter. Dlatego też „Elementarz” był napisany w taki sposób, aby litery odpowiadające głoskom znajdowały się na początku, zaś znaki diakrytyczne (ą,ę,ć etc) oraz dwuznaki (sz, cz, dż) na końcu książki.

User design

„Falski zwracał uwagę nie tylko na treść, ale i na jakość wydania „Elementarza”; miał wobec wydawcy konkretne wymagania dotyczące kroju i wielkości liter oraz papieru (miał być biały, satynowy, nie za bardzo błyszczący, nieprześwitujący).”

„W swojej autobiografii Falski tak opowiadał o elementarzu: ‘Miał duże rozmiary, sztywną estetyczną oprawę z wizerunkiem dziewczynki wśród róż (…), liczne kolorowe ilustracje o dużym formacie, wykonane pastelami na podobieństwo rysunków dziecięcych (…). Wydawnictwo wyszło z założenia, że pierwsza książka w życiu dziecka powinna być piękna i pozostawiająca po sobie jak najmilsze wspomnienia.’”

Źródło: http://sierysuje.pl/elementarz-mariana-falskiego

Niedawno szkoląc młodych ludzi, zaczynających swoją przygodę ze światem IT, zadano mi pytanie jaka jest różnica między metodami agile a waterfall. Różnic jest oczywiście wiele, ale to agile wygrywa ranking popularności jako metodologia używana w budowaniu rozwiązań technologicznych.

Dla tych, co zaczynają swoją karierę w IT odpowiadam: to trochę tak jak z nauką czytania i pisania: możesz najpierw nauczyć się całego alfabetu – sekwencyjnie od A do Z, pięknie kaligrafować litery i dopiero wtedy zacząć składać je w zdania. Możesz też wybrać inne podejście i inkrementalnie uczyć się tych liter, które pozwolą Ci zacząć szybko tworzyć i używać proste wyrazy i zdania.

Dla wielu z Was „Elementarz” Falskiego jawi się zapewne jak „Złota Księga Etrusków”, ale wierzcie, aby zrozumieć, co znaczy dostarczanie wartości, warto (nomen omen) sięgnąć po tę pozycję. Produkt, który ma ponad sto lat, został stworzony dzięki obserwacjom i badaniom użytkownika, miał swoje dwie, a może nawet trzy wersje, a swój sukces odnosi do dzisiaj dzięki inkrementalnemu i iteracyjnemu podejściu do dostarczania wartości jaką jest nauka pisania i czytania.

Wszystkim nam życzę budowania takich produktów !

Post Scriptum:

WSiP:
„Elementarz Mariana Falskiego to obowiązkowa pozycja w każdym polskim domu. Nawet dziś. I ze względu na tradycję, i z powodów metodycznych – nadal z powodzeniem może służyć do nauki czytania i pisania. We WSiP wydajemy go od prawie siedemdziesięciu lat. Nieustannie. Co roku cieszy się ogromnym zainteresowaniem.”

„Ponad 80 wydań i 20 milionów wydrukowanych egzemplarzy. „Elementarz” Mariana Falskiego to najdłużej używany elementarz świata. Chociaż od ponad 30 lat nie ma go na listach podręczników, wciąż można kupić reprinty. Kiedy niespełna trzydziestoletni autor wydał go po raz pierwszy, chyba nie przypuszczał, że zrewolucjonizuje metodykę nauczania.”
Źródło:http://sierysuje.pl/elementarz-mariana-falskiego/

➔ Rozpoczynasz przygodę z tworzeniem produktów? Przygotowaliśmy dla Ciebie eBooka „Product Guide - podręcznik product managera”.

Dołącz do naszych czytelników

Dołącz do 1 700+ subskrybentów otrzymujących nasz cotygodniowy newsletter z inspiracjami do tworzenia coraz lepszych produktów i rozwoju swojej kariery.
Beata Kupiec
Senior Manager, Product Management w Guidewire. Od ponad 8 lat buduje z pasją produkty. Zwolenniczka zwinnego wytwarzania oprogramowania. Pasjonatka metody Lean Startup. W swojej pracy wyznaje dwie zasady: „build-measure-learn” i „produkty buduje się z ludźmi i dla ludzi”. Pasjonatka starożytności, z zamiłowania ogrodnik, kucharz i poliglota. Z wykształcenia - filolog klasyczny.

4 KOMENTARZE

  1. Jakże trafne skojarzenie! Teraz już zawsze będę zachwycać się zdaniem „Ala ma kota” ilekroć stanę przed trudnym zadaniem, nie tylko wybierając zadanie z puli backlogu:-).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.