Sposób podejścia do realizacji swojego pomysłu to sprawa kluczowa. Szczególnie przy innowacyjnych produktach internetowych. W Rocket Studio spotykam wiele firm i przedsiębiorców opierających realizację takich przedsięwzięć o tradycyjne metody zarządzania. Mamy pomysł, ustalmy zakres oraz harmonogram na najbliższe 7 miesięcy, realizujemy projekt i na końcu wprowadźmy produkt na rynek. Oczywiście za niemałe pieniądze. Czy warto tak szczegółowa planować swoje nowe przedsięwzięcia? Czy warto tak długo dopieszczać swój pomysł?

Specjaliści od prognozowania

Jaką skuteczność w przewidywaniu przyszłości mają specjaliści? Takie pytanie zadał sobie przed 10 laty Philip Tetlock, znany amerykański psycholog. Przez dobrych kilka lat zbierał wśród międzynarodowej śmietanki analityków opinie na temat przyszłych wydarzeń ekonomicznych i politycznych. Udało mu się uzyskać ponad 82 tys. eksperckich przepowiedni. Pytał np. wzrosty na rynku, dynamikę gospodarczą, zachowania konsumentów, następne wybory itp. Następnie sprawdził na ile predykcje analityków okazały się prawdą.

Aby jednak rezultat badania nie był suchą, nic nie mówiącą liczbą, przygotował także 2 wyniki referencyjne. Pierwszym był wynik losowego algorytmu przyjmującego każdą z możliwych odpowiedzi z takim samym prawdopodobieństwem. Drugim był wynik uzyskany przez… małpy rzucające do tarczy. Tarcza była pokolorowana i w zależności od tego, w co trafiła małpka, taką uznawano “przepowiednie”. Kto najlepiej przepowiedział przyszłość?

Eksperci, którzy całe swoje zawodowe życie poświęcili na dogłębne badanie jakiegoś zagadnienia, mieli mniej trafień niż prosty algorytm, który równo rozdzielił odpowiedzi pomiędzy kilka opcji. Trzeba jednak oddać analitykom, że wypadli lepiej od małp. Tylko trochę lepiej…

Jak to się ma do projektów tworzenia i wprowadzania na rynek nowych produktów?

Projekt to hipoteza

Załóżmy, że biznes (czyli nasi ekonomiści od “internetu”) chce wprowadzić nową usługę online. Biznes rozpoczyna więc nowy projekt. Cel jest prosty: zarobić $$$, poprzez zaspokojenie potrzeb usera. Udziałowcy projektu: biznes (który chce zarobić), IT (które wykona produkt) oraz użytkownik (który z naszego produktu będzie korzystał), czyli nasza grupa docelowa… iii tutaj biznes, czyli nasi ekonomiści internetu, rozpoczynają przewidywania. Kto będzie userem? Jakie ma on potrzeby? Co trzeba zrobić, żeby te potrzeby zaspokoić? Jak zatem powinien wyglądać i działać produkt końcowy? Biznes przygotowuje uzasadnienie biznesowe i wieki plan na projekt. Idzie z tym do IT. IT wycenia, ustalamy harmonogram. Wszyscy przybijamy piątala, spotykamy się za pół roku, żeby nacierać się kasą z zysków.

Problem jest tylko taki, że wszystko, co na początku ustaliliśmy to zwykłe przewidywania naszych “internetowych ekonomistów”. Całe nasze uzasadnienie biznesowe (model biznesowy) jest przewidywaniem, cały nasz złoty trójką projektu (czas, zakres, budżet) jest przewidywaniem. A jak dobrze wiemy, dzięki badaniom Tetlocka, ludzie przewidywać dobrze nie potrafią. Szczególnie w nowych warunkach.

Planowanie projektu internetowego nie różni się niczym od prognozowania przez naszych ekonomistów. Plan projektu to hipoteza, która… wcale nie musi się sprawdzić.

Moja hipoteza się sprawdzi!

W idealnym świecie wpadamy na pomysł, rozwijamy go, a jego wartość biznesowa stale rośnie w czasie. Oczywiście nie popełniamy żadnych błędów, nasza hipoteza od razu się sprawdza. Jesteśmy w stanie wszystko pięknie zaplanować.

(Nie)stety, realia przedstawiają się zupełnie inaczej. Opierając się na niepewnych założeniach początkowych (kto jest naszym klientem, jakie ma potrzeby, za co będzie skłonny zapłacić, jak do niego dotrzeć) wynik naszych działań jest równie nieprzewidywalny. W realnym świecie nasz pierwotny pomysł okazuje się błędny, projekt zmuszony jest do ciągłego zmieniania i testowania kolejnych hipotez, aby w końcu znaleźć tę jedną, która wstrzeli się w rynek. Statycznie będzie to dopiero 10 hipoteza.

Załóżmy jednak, że jakimś cudem, nasza hipoteza okaże się na starcie projektu słuszna. I z prawidłowymi założeniami realizujemy go przez 7 miesięcy. 7 miesięcy… to bardzo dużo czasu. Trzeba pamiętać, że rynek, szczególnie w tak dynamicznej branży jak internetowa, jest zmienny. Przez 7 miesięcy może pojawić się już silna konkurencja, technologia stanie się nieaktualna, a klienci zdążyli już swoją potrzebę zaspokoić winny sposób. Po 7 miesiącach może już być po ptakach.

Extremalne warunki

Podsumujmy stan wiedzy o naszym projekcie internetowym:

Mamy określony cel biznesowy. Nie wiemy, nie znamy i nie mamy łatwego dostępu do najważniejszego udziałowca – użytkownika, nie wiemy, co zrobić, żeby spełnić cel biznesowy (zakres), tym samym nie wiemy, ile to będzie kosztować (budżet) i na kiedy się uda go osiągnąć (czas).

Wiemy natomiast, że na pewno będą zmiany i trzeba jak najszybciej z produktem projektu wejść na rynek.

Współczuję każdemu, kto w tak ekstremalnych warunkach, przy tak wielkim stopniu niepewności musi tradycyjnymi metodami realizować projekt. Bo skończyć to się może tylko dwojako:

  1. Zrealizujemy ustalony na początku zakres w określonym czasie i budżecie (odpalamy szampana), tylko po to by za chwilę całe przedsięwzięcie wyrzucić do kosza. Bo nikt z niego nie korzysta, nikt tym bardziej nie chce zapłacić, oczekiwania użytkowników okazały się zupełnie inne.
  2. W trakcie projektu zorientujemy się, że pomysł w takim stanie nie ma biznesowej racji bytu. Trzeba będzie opracować nowy plan projektu, wprowadzić niezbędne zmiany, zaktualizować zakres oraz specyfikację. Zmiany oczywiście powiększą koszty projektu. Pozostanie nam jeszcze modlić się, by w czasie, gdy my będziemy opracowywać i zatwierdzać nowy budżet, zakres oraz harmonogram projektu, inni nie zdążyli wyprzedzić nas na rynku.

Czy o takie efekty nam chodzi? Raczej nie. Jak więc sobie radzić z ekstremalnymi warunkami projektu?

Antidotum

Rozwiązanie jest proste. Zamiast wszystkie te ekstremalne warunki projektu uznawać za zło konieczne, z którym należy walczyć, możemy przyjąć ich istnienie do wiadomości i wykorzystać jako swoją przewagę. Pozwalają na to tzw. zwinne, adaptacyjne modele zarządzania. W skrócie: nie planujemy całego projektu, ale realizujemy go przyrostowo podczas krótkich iteracji, z dużym naciskiem na empiryczną weryfikację powstającego produktu po każdej z nich. Jedną z ciekawszych metod wykorzystujących ten model jest Lean Startup.

Czy to panaceum na wszystkie problemy w produktach internetowych? Na pewno nie. Daje jednak solidną podstawę i wychodzi na przeciw ekstremalnym warunkom. Im szybciej zdasz sobie sprawę, że Twój pomysł to tylko hipoteza i nie ma sensu zarządzać jego realizacją w tradycyjny sposób, tym większe masz szanse na jego powodzenie.

[sc:newsletter_scrum]

➔ Internetowy kurs Product Ownera za jedyne 249 zł! Kup teraz

Dołącz do naszych czytelników

Dołącz do 1 700+ subskrybentów otrzymujących nasz cotygodniowy newsletter z inspiracjami do tworzenia coraz lepszych produktów i rozwoju swojej kariery.
Tomasz Tomaszewski
Head od Product w SentiOne, gdzie wykorzystuje sztuczną inteligencję do tworzenia produktów zmieniających świat. Pracuje również jako konsultant zarządzania produktami, który pomaga firmom budować silne zespoły produktowe oraz wdrażać procesy lean & agile product development. Tworząc produkty opiera się na liczbach, z silną pasją do UX i myślenia projektowego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.